Wydrukuj tę stronę
czwartek, 25 czerwiec 2020 09:35

Róża i bez przy chacie - powrót do ludowej tradycji

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

    W ostatnim czasie obserwuje się wyraźny renesans zainteresowania właściwościami ziół. Myślę, że wynika on z tęsknoty za życiem zgodnym z rytmem natury oraz z chęci powrotu do życia bez zbędnego pośpiechu. Dawna, naturalna konieczność zbieractwa w celach egzystencjonalnych obecnie stała się wielką pasją/hobby wielu ludzi.
Zioła dziko rosnące zbierano głównie na pastwiskach, łąkach, miedzach i w lasach ale też wiele ziół uprawiano w przydomowych ogródkach. Obok roślin pełniących wyłącznie funkcje ozdobne rosły: rumianek, bylica piołun, mięta pieprzowa, szałwia, dziurawiec. Dawniej pozwalano także rosnąć roślinom, które współcześni ludzie z ogromną determinacją tępią uważając je za chwasty tj.: mniszek pospolity, stokrotka polna, bluszczyk kurdybanek, jasnoty, bylica pospolita, pokrzywa, babka zwyczajna, czy krwawnik. Takie podejście sprawiało, że zioła występowały powszechnie. Oprócz roślin zielnych przy niemal każdej wiejskiej chacie rosły obowiązkowo co najmniej dwa gatunki krzewów: dzikie róże i bez czarny, uważane za niezbędne w leczeniu wielu chorób.
Konia z rzędem temu, kto wskaże jeszcze domy na wsi opolskiej, gdzie krzewy te rosną. Przy domach królują żywotniki (thuje) i ozdobne rośliny otoczone kolorowymi kamyczkami. Ogrody te wyglądają o każdej porze roku prawie tak samo, czyli schludnie, ale nie obserwuje się w nich żadnej dynamiki wynikającej z bogactwa roślinnego i zwierzęcego. Ostatnio karierę robi słowo „bioróżnorodność”, szkoda że nie dotyczy to naszych ogrodów. Wróćmy ogrodom życie i moc! Nawet jeśli ktoś uzna bez czarny za mało ozdobny, chociaż obecnie ogrodnicy wyhodowali przepiękne odmiany o ozdobnych liściach, obficie owocujące, o dużych owocach, to wiedząc jakie ma zalety być może zdecyduje się go posadzić. Jest to bowiem roślina o wielorakim zastosowaniu: lecznicza, pod pewnymi warunkami spożywcza, ozdobna, odstraszająca owady oraz kosmetyczna. Tak, w naparze z kwiatów bzu kąpała się sama Kleopatra. Nie znam równie smacznej nalewki jak ta z kwiatów bzu czarnego. Po co przepłacać za herbatę zieloną, jak jej lepszy odpowiednik rośnie w najbliższej okolicy.


W Polsce występują w obrębie rodzaju bez (Sambucus) trzy gatunki: czarny, czerwony i bez hebd. Najbardziej pospolity to bez czarny. I tutaj należy wyraźnie podkreślić, że nic nie łączy bzy z lilakiem pospolitym potocznie nazywanym bzem lilakiem. Polska nazwa tradycyjna sugeruje pokrewieństwo lilaka z rodzajem, tymczasem bez i lilak należą do zupełnie innych rodzin. Bez do piżmaczkowatych, a lilak do oliwkowatych. Lilak pospolity jest gatunkiem obcym, dziczejącym, stąd można go często spotkać na wsiach.
Czarny bez rośnie na każdej glebie pod warunkiem, że zawiera dużo azotu. Uważa się, że smak owoców z gleb lekkich jest przyjemniejszy niż z tych egzemplarzy, które rosną na glebach cięższych, gliniastych. Ten cudowny krzew każdym swym organem pomaga człowiekowi. Surowcem zielarskim są kwiaty, owoce, rzadziej kora. Kwiaty zawierają flawonoidy, głównie: rutozyd, pochodne kwercetyny i kemferol. Znajdziemy w nich także kwasy fenolowe, olejki eteryczne, śluz oraz niewielką ilość garbników. Natomiast w owocach bzu występują natomiast glikozydy antocyjanowe, garbniki, kwasy organiczne oraz witaminy z grupy B, witamina C, cukry i pektyny. Surowe owoce bzu czarnego są szkodliwe dla zdrowia, ponieważ zawierają sambunigrynę oraz prunazynę. To substancje, które mogą wywołać zatrucie objawiające się nudnościami, a w cięższych przypadkach także wymiotami. Owoce poddane obróbce termicznej (gotowanie) lub ususzone pozbawione są tych związków, dlatego można je bezpiecznie spożywać. Te toksyczne substancje może znaleźć także w korze i liściach czarnego bzu. Nie ma ich za to w kwiatach czarnego bzu - są one jadalne i można je wykorzystywać w kuchni. W kwiatach występuje nawet dziesięć razy więcej flawonoidów niż w owocach. Domowe lekarstwa z kwiatów i owoców mają działanie napotne, moczopędnie, uodparniające, łagodzą bóle towarzyszące grypie lub przeziębieniu, ułatwiają wydzielanie zalegającej flegmy. Kora pozyskana z młodych pędów ma działanie napotne i moczopędne. Tutaj jednak warto skorzystać z gotowych mieszanek, gdyż przedawkowanie może mieć przykre następstwa.
Bez czarny można wykorzystywać w walce ze szkodnikami tj. mszyce i gąsienice motyli sporządzając wywary z liści do oprysku zaatakowanych roślin. Okazuje się, że nornice i myszy polne nie przepadają za zapachem wywaru ze świeżych liści i takich miejsc po prostu unikają. Jeśli natomiast wyłożymy świeżymi gałązki krecie nory to jest szansa na wyprowadzenie się tych zwierząt. W walce z komarami warto użyć naparu zrobionego ze świeżych liści, a następnie posmarować skórę na odsłoniętych częściach ciała. Jeśli nie pasuje nam posadzenie bzu w reprezentacyjnym miejscu w ogrodzie, to może lokalizacja przy kompostowniku okaże się zachęcająca i właściwa z uwagi na jego korzystne działanie w szybszym przerobieniu masy kompostowej. Nigdy natomiast nie sadźcie orzecha włoskiego w otoczeniu kompostownika z uwagi na dużą zawartość juglonu, bowiem wykorzystywany później kompost hamuje rozwój wielu roślin warzywnych.
Owoce bzu czarnego stanowią doskonały pokarm dla dzikiego ptactwa np. dla kosów, kwiczołów. Zupełnie inaczej na te owoce reaguje ptactwo domowe typu: papugi, pawie       i ogólnie drób. Dla nich są bardzo trujące, podobnie jak kwiaty bzu dla indyków. W czasach, gdy ludzkość nie znała barwników chemicznych wykorzystywano naturalne właściwości roślin barwierskich. Bez czarny był pod tym względem wyjątkowy, ponieważ prawie każdy jego organ barwił: kora i korzenie bzu czarnego nadawały wełnie kolor czarny, liście barwiły tkaniny na ciemną zieleń, natomiast owoce na kolor purpurowy lub niebieski. W czasach starożytnych, w Rzymie, z gotowanych w winie owoców uzyskiwano farbkę do włosów.
Drewno bzu jest twarde i odporne na gnicie. Na przekroju pędu i pnia widoczny jest gąbczasty, miękki rdzeń (biała lignina), którego z łatwością można się pozbyć. Bez czarny ze względu na taką budowę drewna nazywany jest drzewem rurkowym. Ta cecha sprawiła, że wykorzystywano bez powszechnie do produkcji instrumentów pasterskich typu: fujarka, flet, piszczałki. Mnogość nazw instrumentów wykonywanych z tego materiału na Kurpiach i Mazurach, w Karpatach budzi podziw. Obecnie drewno bzu nie ma większego znaczenia użytkowego, za wyjątkiem kory, ale dawniej było wykorzystywane do wyrobu zatyczek, igieł do łatania sieci, grzebieni, czy kołków do mocowania sztachet w płotach.
Bez czarny był uważany za magiczną i świętą roślinę zarówno przez Słowian jak i Germanów. Chcąc pozyskać dary tego krzewu należało odprawić rytuał przepraszania. W żadnym wypadku nie wolno było go wyciąć. W późniejszych czasach wykorzystywano gałęzie bzu do czynności związanych     z grzebaniem człowieka. Najpierw zdejmowano miarę gałązką bzową w celu wykonania trumny i tę gałązkę chowano ze zmarłym. Woźnica w drodze na cmentarz używał zamiast bata z gałęzi bzu. Mało tego nad grobem wykonywano daszek nad krzyżem z bzu. Wierzono, że tam gdzie rosną te krzewy piorun nie uderzy, stąd zwyczaj otaczania się krzewami bzu. Słowianie wierzyli, miejsce w którym rośnie bez ma moc, dlatego też mamy kładły chore dzieci pod krzewem, wierząc w ich uleczenie. Biada, gdy krzew usychał, było to bowiem zapowiedzią suszy na polach. I tu ciekawostka! Kobieta, która wychodziła za mąż w posagu otrzymywała dwa krzewy bzu i musiała je nasadzić jeden przy domu, drugi przy stodole. Wierzono bowiem, że w krzewie mieszka stróż domowy zapewniający szczęście i zdrowie rodziny. Niestety chrześcijaństwo wyparło obrzędy pogańskie, w tym kult krzewu bzowego. Twierdzono, że w konarach mieszka diabeł, że właśnie na bzie powiesił się Judasz, że czarownice używały go do rzucania uroków. Przestrzegano, aby nie zasypiać pod krzewem, bo może przenieść do świata podziemnego. I tak bez z drzewa obrzędowego stał się niepożądany. Pewnym nawiązaniem do tematu łączącego Judasza z bzem jest rozwijający się na tym krzewie grzyb o nazwie potocznej judaszowe uszy - uszak bzowy. Nie jest on trujący, właściwie bezsmakowy, o ciekawej chrupiącej konsystencji, posiada właściwości lecznicze. Ale to już inny temat, równie ciekawy. Jednak i te niedobre czasy dla bzu minęły i dzisiaj nie tylko medycyna ludowa, ale i liczne prace naukowe potwierdzają duże zdolności lecznicze bzu.
Nazwa róża w języku polskim wywodzi się od łacińskiego rosa, a to z kolei wyprowadzona jest przez św. Klemensa Aleksandryjskiego od pięknego kwiatu z wyspy Rodos. Powszechnie uważana przez kobiety za królową kwiatów. Polski pisarz żydowskiego pochodzenia Alfred Konar napisał „kobiety są jak róże: niby zupełnie do siebie podobne, a jednak zapach, forma i kolor każdej z nich jest trochę inny”. W tym stwierdzeniu jest wiele prawdy. Trudno obecnie policzyć gatunki i wyprowadzone od nich odmiany róż na świecie. Przyjmuje się, że rośnie ich ponad 200 dzikich gatunków oraz około 40 tys. odmian szlachetnych. Uprawa róży to historia 5 tys. lat, najpierw była uprawiana w Chinach i Sumerze, a potem rozpowszechniła się w całej Mezopotamii. Najstarszą różą ogrodową w Europie jest róża biała, znana od końca XVI w. Warto podkreślić, że jednym z najważniejszych stanowisk róż w Europie, gdzie rośnie aż 11 gatunków dzikich róż, jest rezerwat przyrody „Góry Pieprzowe” koło Sandomierza. Dzięki naukowcom wiemy, że na terenie naszego kraju występuje 14 gatunków rodzimych. Najczęściej jednak spotykanym gatunkiem jest róża dzika(ponad 80% okazów). W miarę często na suchych, nasłonecznionych miejscach spotykane są: róża sina, róża rdzawa, oraz róża kutnerowata. Natomiast        w murawach kserotermicznych w południowej części kraju rośnie objęta ścisłą ochroną róża francuska. Oprócz nich spotyka się u nas także kilkanaście gatunków obcego pochodzenia, dziczejących, czasem już  zadomowionych tj. różę pomarszczona, różę wielokwiatową, różę damasceńską czy różę stulistną.
Wszystkie wymienione róże są doskonałym materiałem zielarskim, ale ze względu na częstość występowania skupimy się na dwóch różach, odmiennie wyglądających: róży psiej i pomarszczonej. Jedne róże wyglądają majestatycznie, inne niepozorne, ale wszystkie łączy jedno - bardzo rozbudowana symbolika. Róża odgrywała w dziejach ludzkości ogromną rolę, poczynając od mitycznego świata starożytnych do czasów współczesnych. W tym artykule nie ma miejsca na szczegółowe omówienie tej tematyki, ale warto zdać sobie sprawę z tego, że w odróżnieniu od pogardzanego bzu odegrała ona znaczną rolę w symbolice chrześcijańskiej. Ciekawostką jest to, że róża stanowi atrybut wielu świętych, mało tego już w V w. biskup Noyon i Tornai we Francji św. Medard ustanowił 8 czerwca świętem róż. Wtedy właśnie wprowadzono zwyczaj dekorowania kwiatem białej róży najcnotliwszej dziewczyny z całego regionu w biskupstwie Noyon. W kulturze chrześcijańskiej czerwone kwiaty róży były znakiem krwi przelanej na krzyżu przez Chrystusa, choć w tym wypadku najczęściej była to czerwona róża o pięciu płatkach, co dodatkowo miało nawiązywać do pięciu ran Chrystusa. Cierpienie Chrystusa wypływało z miłości do człowieka, dlatego róża stała się symbolem czystej miłości. Do dziś zachował się zwyczaj ukazywania wiernym przez papieża w czwartą niedzielę wielkiego postu, złotej róży będącej symbolem męki i zmartwychwstania Chrystusa.
Czasem nawet w obrębie jednej kultury symbolika róży skupia w sobie treści przeciwstawne. Róża może być równie dobrze symbolem wieczności ale też przemijania, śmierci i zmartwychwstania, niezniszczalności i kruchości życia, cnoty i rozpusty. Głównie jednak symbolizuje młodość, doskonałość, piękno i miłość. W dużej mierze to kolor decyduje o znaczeniu symbolicznym. Która z nas kobiet nie marzyła o tym by otrzymać na randce czerwoną różę, czy ogromny bukiet tych kwiatów nieodzowny przy oświadczynach. Ale nie czerwony, a biały kolor róży oznacza cnotę, pobożność, czystość. Inne kolory np. żółty jest symbolem zazdrości a nawet nienawiści.
Pędy róży pomarszczonej są wzniesione, gęsto pokryte kolcami, a liście skórzaste, pomarszczone, złożone z 5–9 listków i od spodu omszone. Na początku wegetacji liście wyraźnie błyszczą, później pod spodem widoczne jest omszenie. Miękisz między nerwami głównymi jest silnie pomarszczony, stad nazwa tej róży. Ma pojedyncze zazwyczaj ciemnoróżowe, pięknie kwitnące kwiat i urzekający zapach, którym nie mogą oprzeć się owady zapylające i ludzie. W drugiej połowie lata tworzy dorodne, kuliste owoce barwy koralowej. Owoc róż z punktu widzenia botanicznego to liczne orzeszki ukryte wewnątrz mięsistego dna kwiatowego, o takim mówimy owoc pozorny. Zarówno płatki jak i owoce są doskonałym materiałem zielarskim.
Mniej dekoracyjną różą jest dzika zwana psią, szypszyną lub polną. W średniowieczu uważano, że roślina leczy ugryzienie psa (wściekliznę), stąd jej nazwa łacińska canina. Nazwa słowiańska szypszyna, czy też szypszyniec nawiązuje do słowa szyb, oznaczającego kolec. Krzew dorasta do ok. 3 m wysokości, o łukowatych przeginających się pędach dochodzących nawet do 10 m, dość gęsty. Posiada mocne, hakowate kolce. Kwiaty są jasnoróżowe lub białe, kwitnie krócej od r. pomarszczonej, na pędach co najmniej rocznych, w końcu maja do końca czerwca. Owoce u tej róży mają zmienne kształty: jajowate, okrągławe, gruszkowate.
Owoce dzikich róż są uważane za najzdrowsze owoce świata, bowiem w ich składzie można doszukać się aż 130 związków, które korzystnie wpływają na człowieka. Pod względem zawartości witaminy C są niekwestionowanymi liderami. Można zjeść 3-4 owoce dzikiej róży, aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na witaminę C. Opisanie wszystkich substancji czynnych zajęłoby zbyt dużą część tego artykułu, ale warto zapamiętać, że owoce róży są naturalną, dobrze przyswajalną multiwitaminą. Można nimi leczyć: stany zapalne stawów, stany wyczerpania fizycznego i anemię. Wzmacniają układ odpornościowy, poprawiają wydolność mózgu, skracają czas leczenia przeziębienia i grypy. Płatki róż dzikich leczą owrzodzenie żołądka i zgagę, łagodzą objawy klimakterium, działają uspokajająco. Są doskonałe na leczenie biegunki i zatrucia pokarmowe. Usuwają również afty, pasożyty u dzieci. Olejek z płatków róż jest niezastąpiony do masażu i kąpieli.

Mam nadzieję, że po lekturze tego artykułu zechcemy wrócić do zapomnianej tradycji sadzenia i uprawy bzu i róży i znajdziemy w swoim wypielęgnowanym ogrodzie miejsce dla tych niezwykłych roślin.

Beata Wielgosik

Czytany 167 razy Ostatnio zmieniany czwartek, 25 czerwiec 2020 11:50